Wiem, że to prawdopodobnie najbanalniejszy tekst jaki można byłoby napisać w obecnej sytuacji. Ale kiedy czegoś nie napisać jak teraz? Kiedy coś przeczytać jak nie teraz?

Od poniedziałku jestem w domu, na Podkarpaciu. W końcu można zwolnić, w końcu trzeba się zatrzymać. Choć nie do końca – 3 dni w tygodniu normalnie praca tylko, że teraz zdalnie. Więc mózg nie zaniknie, a plan dnia też trzeba trzymać w ryzach.
Zauważyłem, że nawet teraz można wpaść w pęd – żeby zdążyć przeczytać te wszystkie nieprzeczytane książki, żeby pooglądać te niepooglądane filmy. Nie róbmy sobie pędzącego metra w spokojnych czterech ścianach naszego życia 🙂 .
Stworzyła się mimo wszystko przestrzeń czasowa, przestrzeń większego wypoczynku. Od miesięcy chodzę z rzeczami, które ciągle przekładam. Są też takie, które powtarzam cyklicznie, ale chciałbym zdecydowanie częściej. Wśród nich są takie cztery:
– 1 –
Słuchowisko
Słuchanie – to jest jedna z bardziej przyjemnych rzeczy, a jakże rozwijająca! Zaparzyć ciepłą herbatę, do tego np. zagrzać sobie termofor, zgasić światło w pokoju i położyć się na łóżku. Kiedy już będzie się gotowym – puścić sobie słuchowisko bądź podcast tematyczny. Co kto lubi – może to być mrożący krew w żyłach kryminał, może to być w jakiejś przystępnej formie wykład na tematy nas ciekawiące czy też słuchowisko jakiejś sztuki czy zwykły audiobook. Każda z tych rzeczy nauczy nas słuchać – później także i innych.
Ja jednak z całej mocy polecam Biblię Superprodukcję. No słuchajcie, to jest jedna z bardziej niedocenionych dziś rzeczy jaka powstała przed kilkoma miesiącami. Najwybitniejsi artyści i lektorzy nagrali Pismo Święte, które jest zrobione w bardzo przystępnej formie. Nie bójcie się, że to jakieś dewockie modły 🙂 . Wszystko okraszone dodatkami dźwiękowymi, tłem, które z łatwością pozwala się przenieść w tamte czasy. Słuchając czegoś takiego, naprawdę można się wczuć w stojący na Drodze Krzyżowej lud, czy zasmakować klimatu szopki betlejemskiej. Można wtedy też podejść bardziej mistycznie – nie angażować już w to żadnej herbatki ani innych dodatków, tylko modlić się. I tutaj, już całkiem bezpośrednio polecam Wam Psalm 119 – niesamowity, trudny, wymagający „przemielenia” przez nas treści. Ale jest wszystkim – prośbą, uwielbieniem Boga, zastanowieniem się nad tym wszystkim. Słuchaj i każde z tych wypowiedzianych słów – kieruj do Boga.
– 2-
Wspominki
Nie pozwól by koronawirus pozwolił Ci zakurzyć Twoje albumy także w trakcie kwarantanny 😀 ! Jestem baaardzo sentymentalny, nie wiem jak Wy. Kiedy przegląda się album, to przynajmniej dla mnie – jest to najlepsze zaświadczenie o tym, że ta chwila wymaga celebracji. Długa nieobecność w domu? Wolny dzień? Tęsknota? Weź album! Oczywiście to niejedyna forma powspominania. Są też zdjęcia na dysku, pamiętniki w szafie, no i wreszcie – można pogadać, powspominać. Zadzwonić do kogoś o kim na co dzień nie pamiętasz. Ta osoba ma czas i Ty też. Jak nie dziś to kiedy?
– 3 –
Uporządkować pulpit
Ileż to razy irytuje nas monitor, który bombarduje nas przy każdym włączeniu komputera przykrym widokiem, pokazującym jakimi jesteśmy bałaganiarzami. Czasem mam tego aż tak dość, że tworzę jeden folder i wszystkie rzeczy zalegające na pulpicie, a których żal mi przenieść do kosza (albo po prostu nie kasuję ich w obawie, że kiedyś mi się przydadzą) – przenoszę do utworzonej „teczki”. Teraz zróbmy wyzwanie swojemu charakterowi – nie róbmy bałaganu w innym folderze. Pieczołowicie zdjęcia przenieśmy do zdjęć, pliki word w odpowiednie miejsce, a pliki niepotrzebne – do kosza. Nie chodzi tylko o poczucie estetyki czy higieny naszego komputera – ale potraktujmy to jako kolejny trening charakteru. Potem można zrobić taki porządek na ekranie swojego telefonu – czy co więcej – posegregować tysiące zdjęć na smartfonie.

– 4 –
‚Wielka Cisza’
Nie ukrywam, to najtrudniejszy challange. Jest oczywiście wiele filmów, które można byłoby nadrobić z oglądaniem, tak samo wiele seriali, których teraz obejrzenie nie stanowiłoby aż takiego wyrzutu sumienia z racji zmarnowanego czasu. Ale jest jeden film, który absolutnie nie daje się porównać z resztą. Ani to zwykły film, ani typowy dokument. To misterium. Adoracja. Modlitwa. Wielka Cisza – taką nosi nazwę. Prawie 3h filmu polega na zarejestrowanych obrazach z zakonu kartuzów w Chartreuse – w sercu tzw. Wielkiej Kartuzji, która określana jest najbardziej rygorystycznym klasztorem na świecie. Bez aktorów – tylko autentyczni zakonnicy, których codzienność ukradkiem nagrano. Tego filmu nie da się obejrzeć jak z bicza strzelił, nie ma też sensu robić czegoś innego w międzyczasie. Nie ma tam dialogów. Może krótkie fragmenty Pisma, może fragmentaryczne świadectwa. Wygospodaruj czas, rozsiądź się i… witaj w Wielkiej Kartuzji. Miejscu, gdzie od ponad 800 lat non stop ktoś żyje w ten sposób. Obserwuj i dołącz do modlitwy kartuzów. Jest to serio wymagające, ale jak tym samym przejmujące! Poprzez ujęte fragmenty ich życia widzimy cały roczny cykl – wiosna, lato, jesień, zima. Miałem to ogromne szczęście, że odwiedziłem to miejsce. Oczywiście nie byłem wpuszczony do samego klasztoru, ale przynajmniej mogłem go okrążyć, obejrzeć muzeum, czy zobaczyć ze wzgórza jednego zakapturzonego mnicha, który szedł ze swojego eremu na modlitwę. Wiecie, że śpią na deskach przykrywając się tylko prześcieradłem? Ile drewna sobie narąbią w lato, tak będą mieli ciepło w zimie. Są samowystarczalni. Oprócz tego nie rozmawiają, żyją samotnie, spotykają się tylko na modlitwie. W adwencie budzą się o 3 nad ranem i gromadzą się w kaplicy, by śpiewać psalmy na przyjście Pana. Grzebiąc ich – nie stawia się nawet tabliczki z ich imieniem „bo już dawno umarli dla świata”. Są tak szaleni, że kiedy Papież (ileś tam setek lat temu) zniósł codzienny obowiązek postu dla zakonników (choć mogę się mylić co do samego przedmiotu dyspensy) – poszli pieszo z Francji do Rzymu prosić żeby cofnął decyzję.
Rzecz jasna nie uważam, że taki styl życia jest dla wszystkich – sam przecież tak nie żyje. Ale ten film pozwala pokazać, że na świecie zawsze jest ktoś kto wierzy, kto wie, że życie ma głębszy sens i wszystko dla niego poświęcił. Jest ktoś, kto bez reszty oddał się ubóstwie, ascezie, modlitwie – i wcale stamtąd nie chce uciekać. Samo to, że wzbudzimy sobie świadomość tego, że ktoś cały czas tak żyje powinno dać nam inspirację i trzeźwy osąd wobec naszego własnego życia.
A więc – Wielka Cisza – reż. Philip Gröning.


Trzymajcie się zdrowo!
